Blog
Dziewanowski
Dziewanowski Jestem kim jestem, byłem kim byłem, kim będę nie chcę wiedzieć...
0 obserwujących 31 notek 18895 odsłon
Dziewanowski, 6 sierpnia 2011 r.

Jaskółki w płomieniach..

1038 0 0 A A A
Samo piękno - P-51B Mustang..
Samo piękno - P-51B Mustang..

 

Dziewiątego kwietnia 1945 roku nad Hamburgiem piloci Polskich Sił Powietrznych uzyskali swoje ostatnie zwycięstwa powietrzne w II Wojnie Światowej. Łupem myśliwców z biało-czerwoną szachownicą padły odrzutowce niemieckiej Luftwaffe, Messerschmitty Me 262, pieszczotliwie nazywane przez pilotujących je Niemców – „Jaskółkami” (z niemieckiego Schwalbe).

W lipcu 1944 roku na powietrznym froncie pojawił się nowy groźny przeciwnik alianckich samolotów, niemiecki odrzutowy Messerschmitt Me 262. Wprowadzony do służby myśliwiec osiągał prędkość 870 km/h na wysokości 6000 m, co czyniło praktycznie nieosiągalnym dla tłokowych samolotów alianckich. Dysponująca baterią czterech działek 30 mm „Jaskółka”, z łatwością niszczyła krótką salwą, nawet tak odporne na uszkodzenia, „Latające Fortece”. Mimo nadmiaru mocy Me 262 nie mógł stawić czoła w walce manewrowej myśliwcom tłokowym, ze względu na niedoskonały jeszcze silnik. Wyprodukowany przez Junkers Motorenbau napęd bywał bardzo kapryśny. W sytuacji gwałtownego dodania mocy gasł lub zapalał się. Pilot musiał bardzo rozważnie manipulować manetką. W doprowadzonym niemalże do doskonałości silniku tłokowym, takie operacji nie powodowały żadnych reperkusji, wobec czego prowadzenie walki manewrowej samolotów tłokowych można było prowadzić na całej rozciągłości mocy. Pilot mógł gwałtownie zmniejszyć lub zwiększyć obroty silnika by uzyskać przewagę nad przeciwnikiem. Jedynym skutecznym sposobem walki stosowanym przez pilotów na Me 262 był atak z przewagi wysokości na dużej prędkości. Taktyka ta wręcz uniemożliwiała odparcie takiego ataku, ze względu na to, że prędkość pozioma odrzutowca bywała większa niż dopuszczalna szybkość nurkowania Mustangów, Spitfireów czy Thunderboltów. Mimo tego alianccy myśliwcy musieli podjąć walkę i z czasem zaczęli odnosić zwycięstwa nad szybkimi odrzutowcami.

Polscy myśliwcy nie mieli okazji spotkać w powietrzu niemieckiego odrzutowca przez wiele miesięcy od wprowadzenia go do walki. Dopiero 23 marca 1945 roku 309. Dywizjon Myśliwski natknął się na Me 262 10 mil na południe od jeziora Dummer nad Bad Oeynhausen. W książce „Me 262 Schwalbe, wydanie II rozszerzone” autorstwa S.Fleischera i M.Rysia, wydawnictwa AJ-Press, na stronie 75 błędnie podano datę tego spotkania przesuwając ją dokładnie o jeden miesiąc wcześniej. Walka z Me 262 z Kampfgeschwader (J) 54 „Totenkopf” rozegrała się na wysokości 20 000 stóp około godziny 15.52. Jedynym pilotem, któremu udało się dojść na odległość skutecznego strzału był W/O Aleksander Pietrzak. Lecący na Mustangu III, z oznaczeniem bocznym WC-D i numerze seryjnym SR418[1], W/O Pietrzak uszkodził podczas walki niemieckiego odrzutowca. Po locie pilot opisał w raporcie bojowymtak tę walkę:

Lecieliśmy jako osłona 11 Lancasterów [atakujących] wiadukt kolejowy pod Bad Bayerhausen[2], leciałem jako Czerwona 3, gdy usłyszałem ostrzeżenie o ataku Me[sserschmittów]. Zobaczyłem 1.  Me 262 z lewej strony, lekko z tyłu i na tej samej wysokości. Me 262 otworzył ogień do mojej sekcji z mniej więcej 300 jardów. Zrobiłem pół pętli w skręcają w lewą stronę o 180 stopni, [dzięki czemu] znalazłem przed sobą innego ME 262, do którego otworzyłem ogień z 1000 jardów [strzelając] do 250 jardów. Zobaczyłem trafienia na skrzydle i nosie [samolotu].

Zgłaszam tego ME 262 jako uszkodzonego.

Pozostałe jety z łatwością oderwały się od napastników i wycofały, nie wdając się w walkę. Mając nauczkę na przyszłość Polacy starali się opracować taktykę walki z odrzutowcami. Widocznie nie tracili czasu, skoro przy następnym spotkaniu, które miało miejsce dziewiątego kwietnia nad Hamburgiem, walka wyglądała nieco inaczej. Przeciwnikiem Polaków tym razem była bodajże najskuteczniejsza jednostka Luftwaffe, wyposażona w Me 262, Jadgeschwader 7 „Nowotny”. Na liście asów walczących na „Schwalbe” figuruje 38. nazwisk z tego 31. latało w JG 7.

Prowadzący 133. Skrzydło Myśliwskie W/Cdr Kazimierz Rutkowski, dowodził Mustangami z 306., 309. i 315. dywizjonu[3]. Polacy wystartowali z lotniska Andrews Field, na operację Ramrod 1533, o godzinie 15.50. Tuż po starcie z powodu awarii do bazy zawrócili piloci 309. dywizjonu F/O Zbigniew Stankiewicz (WC-X, FB.383) i W/O Aleksander Pietrzak (WC-D, KH.540). Do bazy wcześniej powrócił także F/O Kazimierz Wacnik (UZ-A) z 306. Zadaniem skrzydła była osłona 56 Lancasterów w drodze na był Hamburg. Lot do celu przebiegał spokojnie. Bombowce zrzuciły swój ładunek i zawróciły w stronę Anglii. Wtedy nastąpił atak ośmiu odrzutowców. Była godzina 17.55. Bezpośredni udział w walce wzięły tylko dwa dywizjony 306. i 309. Leciały one w następujących składach:

- 306: S/Ldr Józef Żulikowski (UZ-Ż), F/Lt Jan Wisiorek (UZ-C), F/O Leszek Grzybowski (UZ-S), F/O Czesław Hryniewiecki (UZ-U), F/O Stanisław Chrapkiewicz (UZ-J), P/O Tadeusz Budzich (UZ-L), W/O Jan Pomietlarz (UZ-T), W/O Eugeniusz Dowgalski (UZ-W), W/O Jan Rogowski (UZ-M), F/S Józef Polczyński (UZ-O), Sgt Piotr Bobrowski (UZ-F),

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Nick "Dziewanowski" bardzo znamienny, ale tylko dla tych którzy wiedzą...

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @rob london Ręce opadają jak się czyta takie artykuły w Gazecie Polskiej. Mam nadzieję, że...
  • @amelia007 Kochany ten mój naród...
  • @all Bardzo dziękuję wszystkich lekarzom, znachorom i terapeutom za cenne rady. Pomogło......

Tagi

Tematy w dziale Kultura